Bałkany od stuleci są areną starć narodów, religii i ambicji imperialnych — regionem, który Winston Churchill miał nazwać „miękkim podbrzuszem Europy”. W tej części kontynentu historia zawsze była dramatyczna i pełna krwi. Przechodziły tędy armie Osmanów, monarchii Habsburgów, później reżimów komunistycznych, a każda zmiana granic zostawiała w pamięci ludzi głębokie rany i długą listę nienawiści. Współczesną historię Bałkanów trudno opowiedzieć bez wzmianki o sytuacji na stadionach.
Szczególnie bolesnym rozdziałem była historia Jugosławii – państwa powstałego w 1918 roku po rozpadzie Austro-Węgier i królestwa Serbii, mającego jednoczyć narody południowosłowiańskie. Po II wojnie światowej Josip Broz Tito (1892–1980) stworzył z niej federację sześciu republik, trzymając w ryzach Serbów, Chorwatów, Słoweńców, Bośniaków, Macedończyków i Czarnogórców dzięki sile swojej charyzmy i aparatowi represji. Jednak po jego śmierci w 1980 roku, dawne resentymenty wybuchły z nową mocą.
Piekło lat 90.
W czerwcu 1991 roku Słowenia i Chorwacja ogłosiły niepodległość, wywołując reakcję Jugosłowiańskiej Armii Ludowej. Na terenie Chorwacji konflikt błyskawicznie przekształcił się w krwawą wojnę z serbskimi oddziałami paramilitarnymi dowodzonymi m.in. przez Željka „Arkana” Ražnatovicia (1952–2000). W latach 1992–1995 w Bośni i Hercegowinie rozgorzała wojna, w której walczyły trzy grupy: Bośniacy (muzułmanie), Chorwaci i Serbowie. Symbolem jej okrucieństwa stała się masakra w Srebrenicy w lipcu 1995 roku, gdzie zamordowano ponad 8 tysięcy bośniackich mężczyzn i chłopców.
W 1999 roku wojna dotarła do Kosowa, gdzie pod przywództwem Hashima Thaçiego (ur. 1968) oddziały UÇK (Armii Wyzwolenia Kosowa) stanęły przeciw armii serbskiej, prowadzonej przez Slobodana Miloševicia (1941–2006). Interwencja NATO powstrzymała serbskie czystki etniczne, ale zostawiła głęboki ślad w stosunkach między Serbami a Albańczykami.
Piłka w okowach polityki
Wzajemna nienawiść wdzierała się także na bałkańskie stadiony. Szczególnie na terenach dzisiejszej Chorwacji, Bośni, Serbii czy Kosowa. Rozegrany 13 maja 1990 roku mecz Dinamo Zagrzeb – Crvena Zvezda Belgrad w Zagrzebiu przeszedł do historii – zamienił się w bitwę między chorwackimi Bad Blue Boys a serbskimi Delije, zakończoną atakiem milicji i ucieczką zawodników do szatni. Wielu uważa, że tego dnia padły pierwsze strzały wojny w Jugosławii – chociaż jeszcze bez broni palnej.
W skład grup kibicowskich, takich jak Grobari (Partizan Belgrad), Torcida (Hajduk Split), Armija BHF (Bośnia), Plisat (Kosowo) często wchodziły osoby będące kimś więcej niż zwykłymi fanami. W ich szeregach rekrutowano ludzi gotowych chwycić za karabin, gdyby przyszło do wojny. Piłka nożna stała się polem bitwy tożsamościowej, gdzie nie chodziło tylko o barwy klubu, ale o flagę, religię i historię.
Albańskie demony
Nie można zapomnieć także o Albanii, która choć nigdy nie była częścią Jugosławii, miała własne demony. Przez dekady dyktatury Envera Hodży (1908–1985) Albania była jednym z najbardziej izolowanych państw Europy, zamknięta w paranoicznym komunizmie.
Choć utrzymywała ograniczone kontakty handlowe i dyplomatyczne – m.in. z Chinami – pozostawała w dużej mierze oderwana od głównego nurtu międzynarodowej polityki. Dopiero po roku 1991 zaczęła budować demokratyczne państwo, a futbol okazał się dla wielu Albańczyków symbolem powrotu do Europy i dumy narodowej, również w solidarności z Kosowem, zamieszkałym przez albańską większość.
Podobnie było w Macedonii Północnej i Słowenii. Mimo, iż oba państwa w mniejszym stopniu doświadczyły wojen i konfliktów zbrojnych lat 90., to ich historia i tożsamość narodowa także są ściśle splecione z piłką nożną.
Piłka narodowotwórcza
Słowenia szybko odłączyła się od federacji, unikając większych zniszczeń, ale futbol był tam ważnym elementem budowania nowej państwowości i dumy narodowej. Macedonia Północna z kolei, złożona z wielu grup etnicznych, wykorzystuje sport jako jeden z nielicznych pomostów łączących różne społeczności.
Dlatego Bałkany to coś więcej niż pojęcie geograficzne – to stan ducha. Tam mecz nie jest tylko meczem, a stadion nie jest tylko stadionem. Transparenty, przyśpiewki i symbole klubowe odzwierciedlają wojenne urazy i narodowe marzenia. Kibicowskie rytuały przypominają o granicach, które jeszcze nie tak dawno płonęły, i o krwi, która wciąż nie do końca zaschła w pamięci ludzi.
W serii tekstów o państwach bałkańskich spróbujemy pokazać, jak piłka nożna stała się tu językiem historii – językiem, który łączy, ale równie często dzieli i rani.
Słowenia – odstępstwo od kuzynów z byłej Jugosławii
Słowenia bywa często określana jako „najspokojniejsze dziecko Jugosławii”. To najmniejsza i najbogatsza z byłych republik, która po rozpadzie federacji w 1991 roku stosunkowo łagodnie weszła w niepodległość. Uniknęła hekatomby wojennej, jaka spotkała Chorwację, Bośnię czy Kosowo. Wojna o niepodległość w czerwcu–lipcu 1991 roku, w której zginęło około 70 osób (przy populacji około 2 milionów), była tragiczna, ale nieporównywalna do późniejszych konfliktów na Bałkanach, gdzie liczba ofiar sięgała dziesiątek tysięcy.
Słoweńcy zawsze podkreślali swoją odrębność kulturową i gospodarczą, będąc w wielu aspektach bliżej Austrii czy Włoch niż do bałkańskich sąsiadów. Widać to także w futbolu. Choć przed 1991 rokiem Słoweńcy występowali w jugosłowiańskiej lidze, po odzyskaniu niepodległości stworzyli własny system rozgrywek. PrvaLiga, liczy obecnie 10 drużyn i przyciąga średnio około 2–3 tysięcy widzów na mecz (w sezonie 2023/24). Najbardziej utytułowanymi klubami są NK Maribor (16 tytułów mistrza kraju) i Olimpija Ljubljana (5 tytułów), które dominują w lidze od lat.
Słoweńska piłka nie wykształciła aż tak silnych, radykalnych ruchów kibicowskich jak Serbia czy Chorwacja. Ultrasów oczywiście nie brakuje – na przykład Green Dragons (Olimpija Ljubljana) czy Viole (Maribor) – jednak ich działania rzadko przybierają formę politycznych manifestacji. Słoweńskie trybuny skupiają się bardziej na lokalnej tożsamości i rywalizacji sportowej niż na konfliktach etnicznych czy religijnych. Mimo stosunkowo spokojnej atmosfery w kraju, mecze derbowe potrafią rozpalić emocje i przyciągają uwagę nie tylko lokalnych fanów.
Słowenia jest również jednym z najbardziej jednolitych etnicznie krajów byłej Jugosławii – dominują etniczni Słoweńcy (około 83% ludności z 2,1 miliona mieszkańców), a mniejszości chorwacka, serbska czy bośniacka stanowią łącznie około 6–8%. Dzięki temu napięcia etniczne na stadionach właściwie nie występują, a ewentualne kontrowersje mają charakter raczej gospodarczy lub polityczny.
Gwiazdy z małego kraju
Choć Słowenia nie ma burzliwej historii, doczekała się wybitnych piłkarzy, takich jak Samir Handanović, Jan Oblak czy Benjamin Šeško.
Sukcesem narodowym pozostaje awans Słowenii na Euro 2000 oraz na mistrzostwa świata w 2002 i 2010 roku. Na te turnieje pojechali najlepsi słoweńscy piłkarze, co budowało wokół futbolu poczucie narodowej dumy i wzmacniało pozycję piłki w kraju, gdzie futbol stanowi dziś jedną z najpopularniejszych dyscyplin sportowych.
W słoweńskim futbolu nie brakuje emocji – zwłaszcza w derbach Mariboru i Ljubljany, które przyciągają nawet do 12 tysięcy kibiców, rozgrzewając trybuny do czerwoności. Jednak nie ma tu tej samej mieszanki nienawiści, zemsty i historycznych krzywd, która naznaczyła futbol w Serbii, Chorwacji czy Bośni. Słoweńcy po prostu nie musieli tak bardzo walczyć o swoje istnienie.
Zmiana czy zdrada?
Macedonia… a właściwie Macedonia Północna – bo tak brzmi jej oficjalna nazwa po zmianie, której niektórzy do dziś nie mogą strawić. Mowa tutaj o kibicach Wardaru Skopje.
Komiti to grupa, która stała na straży pozostania przy dawnej nazwie Macedonii. Jest ich mniej więcej 6000 osób. Bardzo czynnie brali udział w protestach przeciwko referendum. Według nich to była zdrada narodowa. Podczas jednego z protestów doszło nawet do próby wtargnięcia do parlamentu. Dziewięć osób trafiło do szpitala, aresztowano dziesiątki. Jak widać z kibolami na Bałkanach nie ma żartów.
Cała ta walka o nazwę miała też swój cień w polityce globalnej. Pojawiły się poważne podejrzenia, że rosyjskie wpływy nie są tu bez znaczenia. Komiti mieli być finansowani przez Iwana Sawwidisa – rosyjskiego oligarchę, właściciela greckiego PAOK-u Saloniki i człowieka powiązanego z Kremlem. Sawwidis w przeszłości był posłem do rosyjskiej Dumy z ramienia partii Jedna Rosja, czyli zaprzyjaźnionej partii Putina.
Jak pokazał raport„Organized Crime and Corruption Reporting Project”, Sawwidis przekazał 300 tysięcy euro w gotówce grupom nacjonalistycznym działającym w Macedonii. Podobno najwięcej pieniędzy otrzymali kibole Wardaru Skopje. Powołując się na dokumenty z ministerstwa spraw wewnętrznych, dziennikarze twierdzą, że celem tego działania było wywołanie protestów przeciwko zmianie nazwy Macedonii.
Nikogo nie powinny zaskakiwać dobre relacje Sawwidisa z stołeczną drużyną. Właścicielem Wardaru w tamtym czasie był Sergiej Samsonenko, pochodzący z tej samej miejscowości co właściciel PAOK-u. Jak widać, rosyjskie oczy i uszy są rozproszone po całym Starym Kontynencie.
Ofiarą zamieszania spowodowanego działaniami rosyjskich milionerów okazał się Aleksandar Kolewski. Według greckich dokumentów, do których dotarło Investigative Reporting Lab, byłemu liderowi Komiti, odmówiono wjazdu do Grecji jako personie non grata, ponieważ stanowił „zagrożenie dla pokoju publicznego, bezpieczeństwa wewnętrznego, a także stosunków międzynarodowych Grecji”. Decyzja o odmówieniu wjazdu Kolewskiemu pokazuje, jak miesza w relacjach międzynarodowych Sawwidis.
Choć konflikt grecko-macedoński o nazwę kraju trwał latami, ostatnio nieco przycichł. Grecja ma po prostu poważniejsze problemy na głowie niż to, jak nazywa się ich sąsiad. A Macedonia Północna? Skupiła się na nowym froncie – mniejszości albańskiej.
Macedońska duma Albańczyków
Prawie co czwarty mieszkaniec kraju to Albańczyk. I jak to często bywa na Bałkanach – mniejszość nie tylko się organizuje, ale też potrafi mocno zaakcentować swoją obecność. Albańczycy zakładają własne kluby sportowe, prowadzą imprezy kulturalne i wchodzą do polityki. Ich dumą narodową w Macedonii jest KF Shkëndija – klub, który sięgnął już po pięć mistrzostw kraju, w tym ostatnie w minionym sezonie.
Mimo wyraźnie wzrastającej pozycji Albańczyków to dalej nacjonalistyczne poglądy nie buzują tutaj tak mocno, jak w Serbach czy Chorwatach, w których wciąż świeże są obrazki niedawnych wojen. Macedonia Północna to jednak skrawek ziemi typowo bałkański, gdzie nadal przywdziewanie koszulki z godłem właśnie tego skrawka stanowi ogromny zaszczyt.
Część druga opowieści o piłkarskich Bałkanach już wkrótce. Zaobserwuj PIDS w social mediach, by nie przegapić!
Bartłomiej Mularz, Jakub Grzywnowicz
Doceniasz naszą działalność?
Możesz wesprzeć nas darowizną w dowolnej kwocie.
Fundacja Polski Instytut Dyplomacji Sportowej
Al. Solidarności 68/121, 00-240 Warszawa
07 1090 1014 0000 0001 5892 0242
Tytuł przelewu: “Darowizna na cele statutowe”
Uzyskane środki zostaną wykorzystane do rozwoju Instytutu.


