Universitatea Craiova – dwa kluby, dwaj kontynuatorzy tradycji?

Rumunia pod koniec lat 80. doczekała się triumfu w Pucharze Europy za sprawą Steauy Bukareszt. W tym samym czasie w europejskich pucharach bardzo dobrze radził sobie inny zespół z tego kraju – Universitatea Craiova. Drużyna po obaleniu komunizmu popadła w problemy finansowe, aż w końcu upadła. Obecnie funkcjonują dwa zespoły o tej samej nazwie, które rywalizują o bycie jedynym prawowitym kontynuatorem tradycji Universitatei.

Duma regionu

Krajowa to miejscowość licząca nieco ponad 200 tys. mieszkańców, znajdująca się w południowo zachodniej części Rumunii. Miasto leżące w sercu regionu Oltenia już przed wojną miało dwa zespoły rywalizujące w rozgrywkach piłkarskich, które jednak nie osiągnęły nigdy szczególnych sukcesów. To się miało jednak zmienić po II wojnie światowej za sprawą zupełnie nowej drużyny.

Założona w 1948 roku Universitatea Craiova była pierwszym akademickim zespołem na terenie Rumunii. Powstała ona przy lokalnym Instytucie Maszyn i Urządzeń Elektrycznych. Jej założycielami byli wykładowcy i studenci. Przy okazji powstały także kluby w innych dyscyplinach sportowych: lekkoatletyce, siatkówce, piłce ręcznej, tenisie stołowym czy szachach.

Drużyna w okresie komunizmu stała się symbolem nie tylko sportowej rywalizacji, lecz także powodem do szczycenia się swoją „małą ojczyzną”. Była także sprzeciwem wobec tamtejszej władzy. W latach 70. i 80. futbol w Rumunii był bowiem jednym z narzędzi propagandy państwowej. Największe kluby z Bukaresztu – Steaua (wojskowa) i Dinamo (policyjna) – korzystały z potężnego wsparcia struktur reżimu Nicolae Ceaușescu.

Transfery najlepszych zawodników do stolicy często miały wymiar polityczny. Podobnie jak w Polsce, piłkarze byli powoływani „do wojska” lub „do policji”, co de facto oznaczało odebranie ich macierzystym klubom i skierowanie do Steauy albo Dinama. Był to sposób na budowanie marki futbolu w Bukareszcie.

Na tym tle Krajowa wyróżniała się jako symbol niezależności i dumy regionalnej. Klub w odróżnieniu do reszty, nie miał za sobą wsparcia aparatu państwowego. Mimo to potrafił stworzyć drużynę zdolną do rywalizacji z faworyzowanymi gigantami. Wychowankowie klubu z Krajowej – tacy jak Ilie Balaciczy Rodion Cămătaru stanowili o sile tzw. „Craiovei Maxime” z początku lat 80. Drużyna ta zasłynęła jako pierwszy rumuński klub, który dotarł do ćwierćfinału Pucharu Europy oraz półfinału Pucharu UEFA.

Mimo, że władza Ceaușescu starała się marginalizować kluby spoza Bukaresztu, to i tak Krajowa osiągnęła gigantyczny sukces. W praktyce drużyna nie cieszyła się żadnym specjalnym wsparciem reżimu – wręcz przeciwnie, wielokrotnie musiała oddawać swoich najlepszych graczy do stołecznych drużyn. To jednak tylko wzmacniało mit klubu jako bastionu wolności i dumy regionalnej. W pamięci kibiców Craiova z tamtej epoki pozostaje symbolem sprzeciwu wobec władzy.

Piłkarska prywatyzacja

Wszystko zmienił upadek komunizmu. Obecnie istnieją dwie drużyny o nazwie Universitatea Craiova. Jedna jest czołowym zespołem w Rumunii, grającym w europejskich pucharach. Druga natomiast w tym roku nie przystąpiła do żadnych rozgrywek, choć miała wystartować w 3. Lidze z odjętymi na starcie 106(!) punktami za zaległości finansowe względem piłkarzy i sztabu trenerskiego.

Jak to się stało, że w tym momencie nie istnieje tylko jedna Universitatea Craiova?

Tak samo jak w Polsce, tak i w Rumunii na początku lat 90. rozpoczął się proces prywatyzacji większości przedsiębiorstw. Universitatea przechodziła przez różne komplikacje prawne, aż w 1991 r. pojawiła się SC Fotbal Club Universitatea Craiova SA. Była ona najpierw zarządzana przez ministerstwo edukacji, a potem kilku lokalnych inwestorów.

Klub wpadał jednak w coraz większe kłopoty finansowe, a po kilku latach ostatecznie spadł z najwyższej ligi. Na chwilę pojawiło się małe światełko w tunelu za sprawą pewnego kontrowersyjnego biznesmena. To jedna z głównych postaci opowieści o dwóch różnych drużynach.

Korzenie obecnego podziału w Krajowej sięgają roku 2005, gdy biznesmen Adrian Mititelu stał się właścicielem FC Universitatea Craiova. Wielu mieszkańców Oltenii sprzeciwiało się takiej decyzji. Zespół, który od zawsze utożsamiano z uniwersytetem i wspólnotą akademicką znalazł się w rękach biznesmena, który dorobił się majątku w niejasnych okolicznościach.

Miasto podzielone na pół

Konflikty Mititelu z władzami miasta i federacją piłkarską pogłębiały się przez kolejną dekadę. Narastające długi, chaos organizacyjny i spór z legendarnym trenerem Victorem Piturcą doprowadziły w 2011 roku do dramatycznego finału: wykluczenia drużyny z rozgrywek.

Po latach sąd stwierdził, że decyzja o wyrzuceniu klubu była niesłuszna i niezgodna z prawem. Podjęta została zbyt szybko, bez zachowania wielu procedur stosowanych w innych przypadkach. Należy hjednak zauważyć, że prawdą było niewywiązywanie się Mititelu z wcześniejszych zobowiązań. Według zapisu w kontrakcie Victor Piturca miał otrzymać 5 mln euro odszkodowania w przypadku wcześniejszego rozwiązania kontraktu. Pieniędzy oczywiście nigdy nie zobaczył na oczy, a w podobnej sytuacji znaleźli się także inni piłkarze. Tak właśnie klubem zarządzał kontrowersyjny właściciel, który w późniejszych latach domagał się ogromnego odszkodowania za wykluczenie z rozgrywek.

Lokalne władze i środowisko akademickie reaktywowały w 2013 roku CS Universitatea Craiova, które miało symbolicznie odtworzyć „prawdziwą” tradycję. Mititelu uznał to jednak za kradzież jego własności i rozpoczął długą batalię o nazwę i historię. Tak narodził się rozłam, którego skutki widzimy dziś – dwie drużyny (CS Universitatea Craiova oraz FC U Craiova) z tym samym rodowodem, rywalizujące nie tylko o punkty w tabeli, lecz przede wszystkim o serca kibiców i prawo do dziedzictwa legendarnego klubu.

Sukcesy i problemy z fanami

Po rozpadzie drużyny na dwa oddzielne kluby obecnie na dobrych torach znajduje się tylko jedna z nich. Głównie dzięki pomocy lokalnych władz. Politycy byli bowiem świadomi, że w mieście bez piłki trudno zdobyć poparcie. Sprzymierzyli się z przedsiębiorcą Mihaiem Rotaru i przy pomocy byłego reprezentanta Rumunii Pavla Badei wspólnie stworzyli CSU Craiova. Podmiot odzyskał prawa do nazwy i tradycji dzięki współpracy z Uniwersytetem w Craiovej. Formalnie to oni są dzisiaj spadkobiercami wszystkich sukcesów klubu z czasów komunizmu (to ostatnia decyzja sądu z 2023 roku).

Drużyna dzięki dobrym relacjom polityków i nowego właściciela z władzami federacji rozpoczęła ponowną grę w drugiej lidze już w 2013 roku. W krótkim czasie CSU awansowało do najwyższej klasy rozgrywkowej i zostało jednym z najlepiej zarządzanym klubów w Rumunii. Udało im się dwa razy zdobyć krajowy puchar, a także wicemistrzostwo Rumunii. W tym sezonie awansowali do fazy ligowej Ligi Konferencji.

Faktem jest, że klub nie zaczynał od zera. Decyzją federacji od razu dostał miejsce w drugiej lidze, co budziło wiele kontrowersji. Jednak z upływem czasu CSU udowodniło, że potrafi utrzymać stabilne finanse i sportową jakość – co wcale nie jest standardem w Rumunii.

W ostatnich sezonach drużyna regularnie plasowała się w czołówce. Jej stadion, mogący pomieścić ponad 30 tysięcy osób, przyciąga tłumy kibiców, którzy uznali CSU za jedynego prawdziwego spadkobiercę tradycji. Część ultrasów, która początkowo wspierała FC U Craiova ostatecznie zaakceptowała drugą drużynę.

Mititelu zakłada własny zespół

FCU Craiova, zespół reaktywowany przez Adriana Mititelu i jego rodzinę po upadku klubu w 2011 roku, jest dziś jedną z najciekawszych drużyn w całej rumuńskiej piłce. Po odbyciu wyroku więzienia (za unikanie płacenia podatków) Mititelu powrócił na scenę sportową z nową spółką w 2017 roku, nadając jej nazwę FC U Craiova 1948. W ten sposób chciał podkreślić ciągłość z historią drużyny. Zespół po utworzeniu musiał zaczynać swoje starania o awans od czwartej ligi, ale dzięki determinacji działaczy i kibiców klub stopniowo szedł do przodu.

W 2021 roku udało się im awansować do rumuńskiej ekstraklasy. Byliśmy więc świadkami bardzo ciekawej sytuacji w najwyższej klasie rozgrywkowej. Rywalizowały w niej dwa zespoły, roszczące prawa do historycznej drużyny Universatea Craiova. Klub Adriana Mititelu spadł z rumuńskiej superligi w 2024, a po sezonie 2024/2025 został zdegradowany jeszcze poziom niżej.

Latem tego roku FC U Craiova 1948 przeżył jeden z najgorszych okresów w swojej współczesnej historii. Klub, od lat zmagający się z kryzysem finansowym i konfliktami właścicielskimi, został dotknięty potężnymi sankcjami. Początkowo kara polegała na odjęciu 94 punktów przed sezonem ligowym- co w skrócie oznaczało na starcie spadek z 3 ligi. Kara później została podniesiona do 106 punktów, a ostatecznie klub całkowicie został wycofany z rozgrywek. Decyzja federacji była podyktowana zalegającymi płatnościami wobec zawodników i pracowników.

Tym samym FC U Craiova, zamiast walczyć o powrót do czołówki, musiała pogodzić się z degradacją do trzeciej ligi, a potem z całkowitym wycofaniem z rozgrywek. Jest to druzgocący cios dla części kibiców, którzy od lat podkreślają, że ich drużyna symbolizuje ciągłość tradycji i wierność barwom – mimo kolejnych upadków i trudności.

Spory kibiców dwóch klubów

Po upadku klubu i podziale go na dwa różne podmioty wielu kibiców nie mogło się zdecydować, której drużynie ostatecznie kibicować. Była to bowiem problematyczna sytuacja, gdyż oba zespoły uważały się za jedynych słusznych kontynuatorów tradycji starej drużyny. Obecnie większość dawnych fanów chodzi na mecze CSU, jednakże kilka tysięcy poszło za drużyną reaktywowaną przez Mititelu.

Przeciwnicy CSU podkreślają, że jego narodziny były sztuczne, „polityczne” i wsparte przez układy w federacji. Podzieliło się m.in. środowisko ultrasów, które nie chciało uznać klubu za prawowitego kontynuatora tradycji Universitatea Craiova.

W marcu 2018 roku, podczas towarzyskiego meczu reprezentacji Rumunii ze Szwecją na stadionie Ion Oblemenco (w Krajowej) doszło do incydentu z udziałem kibiców FC U Craiova. Gdy z boiska schodził zawodnik CS Universitatea Craiova – Alexandru Mitriță – został on wygwizdany przez fanów drugiego klubu. Doszło również do zniszczeń na trybunach, w tym do połamania krzesełek.

Kibice CS Universitatea Craiova również dopuszczali się haniebnych zachowań wobec drugiej drużyny. Przykładowo zdewastowali siedzibę rywala, a także atakowali jego fanów. Wrogość występuje więc z obu stron.

To ten sam klub

Oba kluby łączy poza nazwą więcej, niż na pierwszy rzut oka może się wydawać. Grają na tym samym stadionie, a część kibiców wspiera obie drużyny. W poprzednich latach sądy nie mogły się zdecydować, do który z tych dwóch zespołów powinien być spadkobiercą dawnych sukcesów. Łącznie 4 sądy wypowiadały się na ten temat, z czego każdy przedstawiał inną argumentację.

Podział wynika tak naprawdę z konfliktu na linii Rumuńska Federacja Piłkarska, władze Krajowej i Adrian Mititelu. Kontrowersyjny biznesmen rości sobie prawa do bycia dalej właścicielem klubu. Spotykał on się przez lata z wrogością ze strony lokalnych polityków i federacji piłkarskiej. Co oczywiście ma także swoje uzasadnienie – nie jest on krystaliczną postacią, tylko osobą przyłapaną na wielu oszustwach, w tym także nie wypłacaniem pensji zawodnikom.

Możemy się spodziewać, że Mititelu, którego majątek wyceniany jest na kilkanaście milionów euro postanowi znowu wystartować z FC U Craiova od czwartej ligi. To nie jest odosobniony przypadek, że dwa zespoły roszczą sobie prawa do bycia kontynuatorem tradycji drużyny po upadku. Taka sytuacja jest zauważalna nawet w Rumunii, co pokazuje przykład Steuay Bukareszt i FCSB.

Nie jedyny przypadek

Rozpad jednego wielkiego klubu na dwie rywalizujące ze sobą instytucje nie jest zjawiskiem wyjątkowym w piłce nożnej. Jednym z przykładów jest CSKA Sofia, która musiała przeżyć dekadę sporów właścicielskich i bankructw. W efekcie powstały dwa byty: jeden kontynuujący tradycję w oczach kibiców, drugi wspierany przez federację.

W Rumunii oprócz Craiovej, głośny był przypadek Steauy Bukareszt. Tam konflikt dotyczył praw do nazwy i herbu między klubem wojskowym a prywatną spółką finansowaną przez Gigi Becalego.

W tle każdego z tych konfliktów powtarza się ten sam schemat: brak przejrzystych regulacji, mieszanie się polityki i biznesu w futbol, a także nieustanne spory o to, komu naprawdę należy się prawo do tradycji i pamięci kibiców. Craiova wpisuje się więc w szerszy obraz chaosu, który od lat kształtuje futbol w tym obszarze Europy – gdzie historia, emocje i pieniądze tworzą wybuchową mieszankę.

Bartłomiej Banasiewicz, Bartłomiej Mularz