Anglia i Argentyna ostatni raz spotkały się na boisku 20 lat temu. Ale tak długa przerwa nie wyciszyła wzajemnych resentymentów. Angielskich kibiców nadal boli „ręka Boga” i czerwona kartka Davida Beckhama. Argentyńczycy nie mogą pogodzić się z przegraną wojną o Falklandy/Malwiny. O tak dużą stawkę, jaką jest finał MŚ, jeszcze przeciwko sobie nie grali.
Jeszcze 100 lat temu Anglików i Argentyńczyków łączyło wiele. To właśnie Wielka Brytania stała za ówczesną ekonomiczną i piłkarską potęgą Argentyny. Brytyjskie inwestycje kwitły w najlepsze, rozwijając nie tylko zakłady przetwórcze potrzebne do eksportu cenionych na całym świecie argentyńskich produktów rolnych, ale też całą infrastrukturę jak sieć połączeń kolejowych czy sektor bankowy. Wraz z nimi powstawały też kluby piłkarskie, które nawiązywały do swojego brytyjskiego dziedzictwa i do których przyjeżdżały zasłużone ekipy z Wysp. W czasie II wojny światowej Argentyna co prawda zachowała neutralność, ale kilku tysięcy Argentyńczyków dołączyło do brytyjskiego wojska, szczególnie do lotniczej RAF. Argentyńczycy zapewniali też konieczne zapasy żywnościowe borykającej się z licznymi blokadami Wielkiej Brytanii.
Wyspa niezgody
Pojawiała się jednak podejrzliwość z obu stron. Poszło o, nomen omen, oszukańczą wyspę. Deception Island w 1942 roku została antarktydzką bazą Argentyny, choć wiązało się to wyłącznie z namalowaniem tam niebiesko-biało-niebieskiej flagi i pozostawieniem odpowiedniej tabliczki. Oba te symbole zostały zamazane przez przybyły rok później brytyjski statek, który miał zapewnić Brytyjczykom kontrolę nad przesmykiem.
Po odpłynięciu misji sytuacja się powtórzyła. Po II wojnie prawa do wyspy rościły sobie Argentyna, Chile i Wielka Brytania. Między Brytyjczykami i Argentyńczykami doszło nawet do wymiany ognia. Brytyjskie siły zniszczyły argentyńskie i chilijskie bazy, biorąc do niewoli dwóch argentyńskich marynarzy. Ostatecznie skończyło się bez większej eskalacji, bazy zostały odbudowane, a niedługo potem całe terytorium Antarktydy stało się terytorium neutralnym, którego statut reguluje układ z 1959 roku.
Napięcia zwiększał też plan nacjonalizacji brytyjskich aktywów przez prezydenta Perona. Lata pięćdziesiąte przyniosły też pierwsze mecze piłkarskie między dwoma reprezentacjami. Na Wembley w 1951 roku lepsza okazała się Anglia, w Buenos Aires Argentyńczycy pokonali rezerwy Anglii, ale nie mieli szans na pełnoprawne sprawdzenie się w grze przeciw najlepszej kadrze. Mecz został przerwany przez opady deszczu. Podczas mistrzostw świata w 1962 Anglicy pokonali Argentynę 3-1. Było to ich jedyne zwycięstwo na chilijskiej imprezie, ale zapewniło im awans z grupy właśnie kosztem Argentyny. Po raz pierwszy i jedyny w historii stało się to przez uwzględnienie stosunku bramek w ostatecznym rozstrzygnięciu. Ten fakt, podobnie jak i wcześniej opisany mecz odeszły w głębokie zapomnienie, ale taka była specyfika mundialu na końcu świata.
Zgnieciona flaga
Tego nie dało się powiedzieć o meczu obu drużyn na następnych mistrzostwach. Toczył się on na najbardziej znanym stadionie na świecie, w mieście będącym wówczas najpopularniejszą światową metropolią i na oczach telewizyjnych kamer. Przez 35 minut ćwierćfinału na londyńskim Wembley był bardzo wyrównany, ale wszystko zmieniło wyrzucenie z boiska Antonio Rattina. Zmarły przed kilkoma dniami argentyński kapitan – podobnie jak oglądający mecz na trybunach i przed telewizorami – nie miał pojęcia, dlaczego spotkała go tak surowa kara. Nie mógł porozumieć się z zachodnioniemieckim sędzią Rudolfem Kreitleinem ze względu na barierę językową.
Co ciekawe, wyrzucenie było uzasadniane ze względu na jego słowa w kierunku arbitra, nie czyny. Rattin nie chciał zejść z boiska, usiadł na królewskim czerwonym dywanie i wyładował złość na chorągiewce w rogu boiska. Na drzewcach wisiały wówczas brytyjskie flagi. Piłkarza z boiska musiała eskortować policja.
Ostatecznie Anglicy wygrali 1-0 po bramce Geoffa Hursta (Argentyńczycy od samego początku twierdzili, że napastnik znajdował się na spalonym), ale od wyniku ważniejsza była burza spowodowana wyrzuceniem Rattina. Trener Alf Ramsey porównał Argentyńczyków do zwierząt, co tylko pogłębiło podział między Europą a resztą świata.
Globalne Południe miało na pieńku z FIFA jeszcze przed rozpoczęciem kwalifikacji do angielskich mistrzostw. Brak zagwarantowania bezpośredniego awansu dla choćby jednej drużyny z Afryki sprawiło, że wszystkie 15 drużyn z tego kontynentu wycofało się z udziału w rywalizacji. Te z Ameryki Południowej na mistrzostwa pojechały, ale żadna z nich nie dotarła do półfinału, co wydarzyło się po raz pierwszy po II wojnie światowej. Brazylia, Argentyna, Urugwaj i Chile narzekały na sędziowanie oraz na brutalność Europejczyków, rozważając nawet rezygnację z późniejszych mistrzostw. W dłuższej perspektywie doprowadziło to do zmian w FIFA i objęcia władzy w organizacji przez zarządzającego brazylijskim sportem Joao Havalange’a.
Malwiny czy Falklandy?
Na wyższych szczeblach działo się dużo, ale w latach siedemdziesiątych w kwestii piłkarskiej panował spokój. Tak było też podczas meczów towarzyskich między Anglią a Argentyną. Z krajów Zjednoczonego Królestwa na argentyński mundial zakwalifikowała się tylko Szkocja. I mimo że wiele państw wyrażało wówczas sprzeciw przeciwko zbrodniom junty Perona, Szkoci zachowywali powściągliwość. O politycznych tarciach mówiono wyłącznie w przypadku stosunków z… Anglią. Szkocka Partia Narodowa osiągała coraz lepsze wyniki wyborcze, a media przedstawiały ewentualny triumf na mundialu jako katalizator referendum niepodległościowego. Nadzieje były duże, ale okazały się mrzonką.
Mistrzostwa z 1978 roku wywarły jednak ogromny wpływ na przyszłość Wielkiej Brytanii. Pozycja argentyńskiej junty wzmocniła się znacznie po triumfie reprezentacji, ale w obliczu problemów gospodarczych rok 1982 nie zapowiadał się dla niej za dobrze. Władzę objął generał Galtieri. Od mistrzostw minęły cztery lata, a triumf w Hiszpanii nie był pewny, stąd też potrzebne było zwrócenie uwagi społecznej na inny teatr. Teatr wojny. Inwazja na Falklandy/Malwiny, dwie duże wyspy bliskie Argentynie, miała być łatwa i nie wzbudzić żadnej odpowiedzi ze strony Wielkiej Brytanii, również borykającej się z wewnętrznymi problemami.
Reżim nie docenił jednak premier Margaret Thatcher, która zareagowała stanowczo. ONZ zażądał wycofania się sił argentyńskich z wysp (w głosowaniu w Radzie Bezpieczeństwa Chiny, ZSRR, Polska i Hiszpania wstrzymały się od głosu), a Wielka Brytania wysłała swoje jednostki. Brytyjczykom udało się odbić wyspy po ponad dwóch miesiącach walk. Walk, które pochłonęły życie 649 argentyńskich i 255 brytyjskich żołnierzy. Szczególnie narażeni byli marynarze. Dużą część ofiar wojny stanowili topielcy na wrakach statków: argentyńskiego General Belgrano i brytyjskiego HMS Sheffield. A ilu weteranów borykało się potem z problemami ze zdrowiem psychicznym? Nie sposób zliczyć.
Telewizyjny bojkot Argentyny
Państwa Europy Zachodniej i Stany Zjednoczone stanęły po stronie Wielkiej Brytanii, nakładając sankcje na Argentynę oraz dostarczając sprzęt wojskowy Brytyjczykom. Hiszpania, gdzie niedługo miał odbywać się mundial z udziałem Argentyny, Szkocji, Irlandii Północnej oraz Anglii, uniknęła jednoznacznych deklaracji. Konflikt toczył się tuż przed rozpoczęciem mistrzostw. Na szczęście reprezentacje z krajów objętych konfliktem nie miały grać ze sobą w fazie grupowej (choć na to wskazywało pierwsze, błędnie przeprowadzone losowanie, gdzie do jednej grupy trafiły Szkocja i Argentyna). Anglia i Irlandia Północna spotkałyby się z Argentyną dopiero w finale, a Szkocja miałaby szansę na to wcześniej, gdyby wyszła z grupy.
Wszystkie brytyjskie drużyny miały zakaz gry przeciw Argentynie, który był w mocy do sierpnia 1982 roku, zatem nie wiadomo, jak zorganizowano by ewentualne mundialowe mecze. Rząd Thatcher rozważał nawet wycofanie się z mistrzostw, ale uznano, że nie przyniosłoby to pożądanego efektu propagandowego. Skończyło się na małych gestach. W brytyjskiej telewizji nie pokazano meczu otwarcia mistrzostw ze względu na udział w nim Argentyny, która sensacyjnie przegrała z Belgią 0-1. Na żywo transmitowano jedynie spotkania Argentyny w II fazie grupowej, oba przegrane.
Żołnierz Diego
Gdy Argentynie i Anglii przyszło zagrać w ćwierćfinale mundialu w Meksyku, obie strony nie utrzymywały ze sobą stosunków dyplomatycznych (stało się to dopiero w 1989 roku w Madrycie), a na trybunach stadionu Azteca w Meksyku i poza nim doszło do starć pseudokibiców. Argentyńskie grupy kibicowskie na różnych stadionach przez lata „chwaliły” się skradzionymi angielskimi flagami.
Wspomnienia konfliktu sprzed czterech lat były też żywe wśród piłkarzy, co po meczu stwierdził też Diego Maradona. Główny bohater tego meczu zasłynął w sposób haniebny, strzelając bramkę ręką i spektakularny, popisując się „akcją stulecia”. Cały Diego Maradona. Ale takiej postaci potrzebował sport, by móc przyćmić wojenne konotacje. Po latach zaczęły one zanikać. Wraz z demokratyzacją Argentyny zaczęły się poprawiać jej stosunki z Wielką Brytanią, a sam Maradona niemal dekadę później przemawiał na Oxfordzie, gdzie głosił ideę związków zawodowych w piłce nożnej.
Pierwszy taki mecz Messiego
Podczas dwóch ostatnich meczów Anglii z Argentyną na mistrzostwach świata też więcej mówiono o piłkarzu niż o wojnie. David Beckham w 1998 roku był odsądzany od czci i wiary przez brytyjskie media, które nie stroniły nawet od wyzwisk po czerwonej kartce i osłabieniu zespołu. Anglicy przegrali w 1/8 finału po serii rzutów karnych. Karny wykorzystany przez Beckhama przesądził o ich zwycięstwie cztery lata później i w dużej mierze przyczynił się do odpadnięcia Argentyńczyków już w fazie grupowej mundialu 2002. W kraju, który przystępował do mistrzostw w roli faworyta, wywołało to zamieszki. Zatrzymanie kilkudziesięciu osób nie było niczym nadzwyczajnym w Argentynie na początku XXI wieku. Struktury państwowe opanował chaos i niewypłacalność, a bezrobocie sięgało 25 procent.
Ostatni mecz towarzyski przypadł na rok 2005. Spotkanie bez większej stawki w Genewie przyniosło wiele emocji również postronnym widzom po dwóch bramkach Michaela Owena w końcowych minutach. Trudno uwierzyć, że nie ujrzeliśmy bezpośredniej rywalizacji takich potęg piłkarskich od ponad 20 lat. Jeszcze lepiej obrazuje to fakt, że dopiero dzisiaj po raz pierwszy doświadczy jej Lionel Messi.
Mecze między dwoma reprezentacjami miały jednak miejsce w kobiecych rozgrywkach. Dwukrotnie wygrywały Angielki. W Chinach w 2007 roku skończyło się spodziewanym łatwym zwycięstwem 6-1, ale dwanaście lat później będące na mniej faworyzowanej pozycji Argentynki stosowały skuteczną obronę, w czym duży udział miała ich bramkarka, Vanina Correa. Jedynego gola strzeliła Jodie Taylor. Obyło się bez incydentów.
Od czasu meczu z 2005 roku Argentyna zdołała wyjść z politycznych i ekonomicznych problemów. Ale odrodziły się też stare demony. Dzień inwazji na Malwiny/Falklandy stał się świętem narodowym, a za rządów prezydenta Nestora Kischnera i jego żony Cristiny zaczęto znowu podnosić ten temat na dyplomatycznych salonach, tworząc specjalny urząd zajmujący się sprawami wysp składający się z naukowców, polityków różnych opcji i weteranów wojennych. W przypisanie wyspom argentyńskości zaangażowano też sportowców.
Przed igrzyskami olimpijskimi w Londynie w 2012 roku bohaterem spotu propagandowego stał się laskarz Fernando Zylberberg. Hokeista wspiął się na pomnik brytyjskich ofiar I wojny światowej (co wywołało już wystarczające kontrowersje), a klip podsumował stwierdzeniem, że do rywalizacji na angielskiej ziemi musi się przygotować treningami na argentyńskich wyspach. Międzynarodowy Komitet Olimpijski, rząd brytyjski i władze Falklandów skrytykowały spot, a firma za nim stojąca musiała wystosować przeprosiny. Zylberberg na igrzyska ostatecznie nie pojechał, ale podawano, że wpłynęły na to wyłącznie sportowe przyczyny.
Kara, choć nie tak dotkliwa, spotkała też piłkarzy. Przed sparingiem ze Słowenią w ramach przygotowań do mundialu w 2014 wystąpili oni z transparentem „Malwiny są argentyńskie”. FIFA nałożyła na argentyński związek piłkarski karę w wysokości 30 tysięcy franków.
Obecny prezydent Argentyny, Javier Milei, zachowywał przez długi czas powściągliwe stanowisko wobec Falklandów, chcąc poprawić stosunki z Wielką Brytanią. Milei często odwoływał się też do dziedzictwa Thatcher, okazując szacunek do jej poczynań. Przełom nastąpił w tym roku, gdy wyciek korespondencji z Pentagonu ukazał zmianę podejścia USA do kwestii przynależności Falklandów.
Miałby to być efekt zbyt zachowawczych poczynań NATO podczas konfliktu amerykańsko-irańskiego. Argentyńczycy od razu wykorzystali sytuację, stosując komunikaty o argentyńskiej przynależności wysp. Zaczęto nawet podważać wyniki referendum z 2013 roku, w którym 99,8 procent mieszkańców wyraziło chęć pozostania pod brytyjską kontrolą, twierdząc, że wyspy zamieszkują brytyjscy osadnicy. Wiceprezydent Argentyny, Victoria Villarruel, stwierdziła, że powinni się oni przenieść do Wielkiej Brytanii. W tej całej rozgrywce chodzi też, a może i przede wszystkim, o ropę naftową i gaz. Argentyna wyraża chęć eksploatacji ogromnych złóż wokół Falklandów.
O tym wszystkim jest głośno też na stadionach. W popularnej przyśpiewce argentyńskich piłkarzy,”La Cuarta Estrella” znajduje się chęć poświęcenia dla Diego Maradony, ostatniego występu Leo Messiego czy właśnie Malwinów.
Sytuację wykorzystał tamtejszy minister spraw zagranicznych, Pablo Quirno, oskarżając Wielką Brytanię o nielegalną okupację wysp i ponownie poruszając kwestię rzekomej sztucznej migracji brytyjskich osadników, wzywając do negocjacji o przyszłości tego terytorium. Brytyjski premier Keir Starmer odparł, że mieszkańcy wyrazili swoją wolę w głosowaniu.
Zarówno brytyjscy, jak i argentyńscy weterani sprzeciwiają się używaniu wojennej retoryki przy okazji dzisiejszego półfinału. Zdarzają się też głosy wymykające się logice. Radna Moray, Tracy Colyer, skrytykowała swoich szkockich pobratymców chcących wspierać Argentynę, nazywając ich „idiotami” i używając wyzwisk w stosunku do Argentyńczyków. Pochodząca z Partii Konserwatywnej Colyer ostatecznie przeprosiła za te słowa. Z kolei członkowie Szkockiej Partii Narodowej deklarują wsparcie dla Argentyny, zwracając uwagę na tradycję wspierania rywali reprezentacji Anglii na wielkich turniejach. Piłka budzi niezwykłe emocje. Ważne, by ich wyrażanie skończyło się tylko na memach lub słownych przekomarzankach.

