Faraonowie na lodzie. Jak stworzyć narodową opowieść w globalnym sporcie?

Fot. Instagram.com/IceSkateEgypt
Łyżwiarstwo figurowe Egipt

Faraonowie raczej nie jeździli na łyżwach. Klimat niespecjalnie sprzyjał, a Nil nawet w chłodniejsze zimy stawiał pod tym względem dość zdecydowany opór. We wrześniu 2026 roku starożytny Egipt trafił jednak na lód w Bratysławie. Sophia Awny Farajallah i Maksym Spodyriew pierwsza para taneczna reprezentująca Egipt w zawodach Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej, zatańczyli do muzyki z „Parady Złotych Faraonów” – monumentalnego widowiska, którym pięć lat wcześniej Egipt przypomniał światu o swoim cywilizacyjnym dziedzictwie.

Sportowego sukcesu nie było. W 34. Memoriale Ondreja Nepeli egipska para znalazła się na końcu stawki. A jednak egipska federacja łyżwiarska przedstawiała jej występ jako moment historyczny. „Nasza flaga, nasza historia, nasze brzmienie” – przekonywała w mediach społecznościowych. I właśnie dlatego warto na chwilę zapomnieć o miejscu zajętym w zawodach. Bo jeśli spojrzeć na ten występ z perspektywy dyplomacji sportowej, wynik był chyba najmniej interesującym jego elementem.

Faraonowie są marką

Egipt ma coś, czego większość państw próbujących budować swoją markę może mu pozazdrościć: historię rozpoznawalną właściwie wszędzie. Piramidy, faraonowie, mumie, hieroglify – niewiele narodowych symboli osiągnęło podobny poziom globalnej identyfikacji. Egipt nie musi więc przekonywać świata, że posiada fascynującą przeszłość. Jego problem polega raczej na tym, jak opowiadać o niej na nowo i jak sprawić, by nie pozostała jedynie atrakcją turystyczną.

„Parada Złotych Faraonów” była doskonałym przykładem takiej próby. W kwietniu 2021 roku 22 mumie egipskich władców przewieziono ulicami Kairu z Muzeum Egipskiego do Narodowego Muzeum Cywilizacji Egipskiej. Z logistycznej konieczności uczyniono wielkie państwowe widowisko: ceremonialne pojazdy, orkiestra, chór, światła, starannie zaprojektowana scenografia i muzyka HeshamaNaziha. Całość transmitowano na cały świat.

Pięć lat później ta sama muzyczna opowieść została przeniesiona w miejsce znacznie mniej oczywiste – na lodowisko.

Nie jest to przypadkowy wybór repertuaru. Egipska para mogła zatańczyć do dowolnej muzyki. Zdecydowała się jednak zabrać ze sobą na międzynarodową arenę najbardziej rozpoznawalny zasób własnego kraju. W ten sposób tafla staje się nie tylko miejscem sportowej rywalizacji, ale również przestrzenią opowiadania o Egipcie.

To budowanie marki narodowej w bardzo czystej postaci.

Po co Egiptowi lód?

Na pierwszy rzut oka można oczywiście zapytać: po co właściwie Egiptowi łyżwiarstwo figurowe?

Ice Skate Egypt powstało dopiero w 2017 roku, a członkiem Międzynarodowej Unii Łyżwiarskiej zostało w 2022 roku. Trudno więc mówić o wielopokoleniowej tradycji. Łyżwiarstwo nie jest też pierwszym sportem, który przychodzi do głowy na myśl o kraju, w którym znalezienie naturalnie zamarzniętego jeziora wymagałoby zapewne sporej wyobraźni.

Paradoksalnie właśnie to może być jego zaletą.

Egipt na lodzie przyciąga uwagę dlatego, że jest nieoczywisty. Państwa wykorzystujące sport do budowania wizerunku nie muszą ograniczać się do dyscyplin, z którymi od dawna są kojarzone. Czasem wejście w zupełnie nową przestrzeń daje większą widoczność niż kolejny sukces tam, gdzie wszyscy się go spodziewają.

Egipt nie musi przecież dzięki łyżwiarstwu stać się sportową potęgą. Wystarczy, że otrzymuje kolejną międzynarodową scenę, na której może opowiedzieć swoją historię.

A taniec na lodzie nadaje się do tego wyjątkowo dobrze. W niewielu dyscyplinach muzyka, kostium, choreografia i narracja są równie integralną częścią sportowej rywalizacji. Reprezentacja państwa nie ogranicza się więc do trzech liter przy nazwisku zawodnika i flagi wyświetlanej obok wyniku. Można ją wpisać w cały program.

Polak, Ukrainiec, Egipcjanin

Jest jednak w tej historii jeszcze jeden element, który czyni ją znacznie ciekawszą. Maksym Spodyriew nie jest postacią anonimową dla polskich kibiców. Urodził się w Ukrainie, ale przez lata, wraz z Natalią Kaliszek, reprezentował Polskę. Dwukrotnie wystąpił na zimowych igrzyskach olimpijskich, startował na mistrzostwach świata i Europy, a po zakończeniu kariery w 2022 roku wydawało się, że jego przygoda z międzynarodową rywalizacją dobiegła końca. Teraz wrócił – jako reprezentant Egiptu.

I tu robi się naprawdę interesująco.

Program Farajallah i Spodyriewa jest niemal demonstracyjnie egipski. Faraonowie, narodowe dziedzictwo, muzyka skomponowana dla jednego z największych państwowych widowisk ostatnich lat. Federacja mówi o „naszej fladze, naszej historii, naszym brzmieniu”.

Tyle że tę narodową opowieść współtworzy człowiek urodzony w Ukrainie, który jeszcze kilka lat temu występował na igrzyskach pod biało-czerwoną flagą.

Czy czyni to program mniej egipskim?

Niekoniecznie. Raczej pokazuje, jak bardzo zmieniło się rozumienie sportowej reprezentacji.

Narodowa opowieść, międzynarodowi bohaterowie

W globalnym sporcie biografie zawodników coraz rzadziej mieszczą się w prostym schemacie: urodzony w państwie, wychowany w jego systemie szkolenia i przez całą karierę reprezentujący te same barwy. Sportowcy zmieniają reprezentacje, trenują za granicą, tworzą międzynarodowe pary, korzystają z wiedzy trenerów i choreografów z różnych krajów.

Dla państw rozwijających nowe dyscypliny może to być szczególnie ważne. Pozyskanie doświadczonego zawodnika oznacza nie tylko nazwisko na liście startowej. To również transfer wiedzy, doświadczenia i znajomości międzynarodowego sportu.

Spodyriew wnosi do pierwszej egipskiej pary tanecznej doświadczenie dwóch igrzysk olimpijskich i wielu lat startów w europejskiej czołówce. Egipt nie musiał czekać kilkunastu lat, aż cały ten kapitał powstanie od podstaw.

I być może właśnie tutaj znajduje się najciekawszy paradoks tej historii. Narodowa opowieść nie musi być tworzona wyłącznie przez ludzi o narodowych biografiach. Może być wręcz przeciwnie. Globalny sport dostarcza zawodników, trenerów, choreografów i doświadczenia, a państwo dostarcza symboli oraz historii, z którą chce wyjść do świata.

W Bratysławie spotkały się oba te elementy.

Osiemnaste miejsce, pierwsza historia

Oczywiście jeden występ nie uczyni z Egiptu potęgi łyżwiarskiej. Być może Farajallah i Spodyriew nigdy nie zdobędą medalu wielkiej imprezy. Być może za kilka lat ich miejsce zajmą kolejni zawodnicy. Z punktu widzenia dyplomacji sportowej nie to jest jednak najważniejsze.

W Bratysławie Egipt zrobił coś, czego wcześniej nie robił: wszedł do nowej przestrzeni międzynarodowego sportu i od pierwszego występu spróbował nadać swojej obecności wyraźnie narodowy charakter. Nie pojawił się na lodzie anonimowo. Przywiózł faraonów.

To niewielki przykład, ale dobrze pokazuje, że dyplomacja sportowa nie zawsze wymaga organizacji igrzysk, zakupu klubu piłkarskiego czy wydawania miliardów na największe wydarzenia. Czasami wystarczy znaleźć nową scenę dla historii, którą świat już zna.

Pięć lat temu muzyka Heshama Naziha towarzyszyła egipskim władcom przemierzającym ulice Kairu. Dziś towarzyszy pierwszej egipskiej parze tanecznej na międzynarodowym lodzie.

Faraonowie dotarli więc do Bratysławy. I chyba nie chodziło o to, żeby wygrać. Chodziło o to, żeby zostać zauważonym.

dr Maciej Saskowski – adiunkt w Instytucie Nauk o Informacji UKEN w Krakowie. Badacz związków sportu i polityki, w szczególności sportowego soft power, dyplomacji sportowej i polityki prestiżu. Autor rozprawy doktorskiej oraz publikacji naukowych poświęconych wykorzystaniu sportu w budowaniu wizerunku państw.