Na podium juniorskiego Grand Prix w łyżwiarstwie figurowym w chińskim Xi’an stanęło trzech zawodników. Zwycięzca, szesnastoletni Lew Łazariew, reprezentował Rosję, choć formalnie Rosji reprezentować nie mógł. Startował jako Individual Neutral Athlete. Bez flagi, bez hymnu, bez narodowych barw. Drugie miejsce zajął Yanhao Li z Nowej Zelandii, trzecie Daiya Ebihara z Japonii. Podczas wspólnego zdjęcia obaj odłożyli swoje flagi, aby stojący między nimi Rosjanin nie był jedynym zawodnikiem pozbawionym narodowego symbolu.
Piękny gest sportowej solidarności? Być może. Ale w dyplomacji sportowej symbole mają znaczenie. I dlatego warto zapytać, co właściwie wydarzyło się na tym podium.
Rosjanin nie występował bez flagi dlatego, że jej zapomniał. Neutralny status jest konsekwencją rosyjskiej agresji na Ukrainę i wieloletniej izolacji rosyjskiego sportu. Tymczasem w Xi’an doszło do osobliwego odwrócenia sytuacji: zamiast neutralny zawodnik dostosować się do reguł międzynarodowego sportu, jego rywale symbolicznie dostosowali się do jego neutralności. Zniknęła flaga rosyjska, ale po chwili zniknęły także nowozelandzka i japońska. Sankcja, przynajmniej na potrzeby fotografii, przestała być widoczna.
Może właśnie ta scena najlepiej pokazuje, jak bardzo świat łyżwiarstwa figurowego tęsknił za Rosją.
Ostatni kawałek rosyjskiego soft power
Łyżwiarstwo figurowe zajmuje w rosyjskiej kulturze sportowej miejsce szczególne. Jest mieszanką sportu, sztuki, widowiska i narodowej reprezentacji. W Soczi w 2014 roku było najchętniej oglądaną przez Rosjan dyscypliną igrzysk. Kolejne pokolenia mistrzów – od Jewgienija Pluszczenki i Aleksieja Jagudina po Jewgieniję Miedwiediewą, Alinę Zagitową, Annę Szczerbakową, Aleksandrę Trusową i Kamilę Walijewą – stały się częścią rosyjskiej kultury popularnej.
I właśnie dlatego wyrzucenie Rosji ze światowego łyżwiarstwa bolało Moskwę szczególnie.
Rosyjski soft power już wcześniej znajdował się w odwrocie. Trudniej było opowiadać światu o kraju Czajkowskiego, Tołstoja i Dostojewskiego, kiedy obrazy z Ukrainy pokazywały zupełnie inną Rosję. Sport pozostawał jednym z ostatnich obszarów, w których można było przedstawić państwo jako nowoczesne, atrakcyjne, perfekcyjnie zorganizowane i zdolne do produkowania rzeczy pięknych.
A łyżwiarstwo nadawało się do tego znakomicie. Rosyjskie zawodniczki nie tylko wygrywały. One zmieniały granice dyscypliny.
W olimpijskim konkursie kobiet w Pekinie w 2022 roku Aleksandra Trusowa wykonała pięć poczwórnych skoków. Anna Szczerbakowa – dwa. Kamila Walijewa kilka dni wcześniej została pierwszą kobietą w historii, która wykonała poczwórny skok na igrzyskach olimpijskich. Niedługo później wszystkie zniknęły z międzynarodowej rywalizacji.
Światowe łyżwiarstwo kobiet oczywiście nie przestało istnieć. Kaori Sakamoto została trzykrotną mistrzynią świata, pojawiły się nowe nazwiska i nowe współzawodnictwo. Trudno jednak nie zauważyć, że granica trudności technicznej gwałtownie się cofnęła. Poczwórne skoki, które jeszcze w Pekinie wydawały się zapowiedzią nowej epoki kobiecego łyżwiarstwa, praktycznie zniknęły z najważniejszych seniorskich zawodów międzynarodowych.
Rosjanie mogli więc z satysfakcją powtarzać: bez nas poziom jest niższy.
I nie była to wyłącznie propaganda.
Łyżwiarze bez państwa szukają państw
Izolacja przyniosła jeszcze jeden interesujący skutek. Skoro rosyjscy zawodnicy nie mogli jeździć w świat, świat – a dokładniej poszczególne państwa – zaczął przyjmować ich do siebie.
Według szacunków przywoływanych w badaniach nad migracją rosyjskich sportowców po lutym 2022 roku sportową narodowość zmieniło około trzydziestu łyżwiarzy figurowych. Na międzynarodowych taflach pojawiali się zawodnicy rosyjskiego pochodzenia reprezentujący Gruzję, Armenię czy inne państwa.
Najbardziej symboliczny przypadek przyszedł jednak w 2026 roku. Aleksandr Pluszczenko, syn Jewgienija Pluszczenki – dwukrotnego mistrza olimpijskiego i jednej z największych ikon rosyjskiego sportu XXI wieku – otrzymał zgodę na reprezentowanie Azerbejdżanu. Jego ojciec tłumaczył decyzję niezwykle prosto: chce, żeby syn startował i pojawił się na arenie międzynarodowej.
Trudno o lepszą ilustrację paradoksu rosyjskiej izolacji. Syn człowieka będącego przez lata ucieleśnieniem rosyjskiego sukcesu sportowego potrzebuje dziś flagi innego państwa, żeby kontynuować międzynarodową karierę.
Azja tęskniła najbardziej?
Powrót Rosjan szczególnie interesująco wygląda z perspektywy Azji. Japonia, Chiny czy Korea Południowa należą do najważniejszych rynków światowego łyżwiarstwa, a rosyjscy zawodnicy od lat cieszyli się tam ogromną popularnością. Dla wielu kibiców byli przede wszystkim gwiazdami sportu, a dopiero później reprezentantami państwa.
Dochodzi do tego geograficzny i emocjonalny dystans wobec wojny. To, co z Warszawy, Wilna czy Kijowa jest bezpośrednim problemem bezpieczeństwa, z Tokio, Auckland czy Pekinu może wyglądać jak odległy konflikt polityczny, którego konsekwencje nie powinny – w przekonaniu części kibiców – dotykać nastoletniego łyżwiarza.
I właśnie tutaj zaczyna się problem.
Łazariew nie odpowiada za decyzje Kremla. Nie należy też oczekiwać od nastolatków stojących wspólnie na podium, by prowadzili tam skomplikowaną debatę o prawie międzynarodowym. Gest Li i Ebihary można więc odczytać jako zwyczajną koleżeńską empatię.
Ale można zobaczyć w nim również coś więcej: symptom postępującego zmęczenia izolacją rosyjskiego sportu.
Rosja przez lata niezwykle skutecznie wykorzystywała sport do budowania własnego wizerunku. Sukces miał być rosyjski, medal rosyjski, hymn rosyjski i flaga rosyjska. Sportowcy stanowili część opowieści o wielkości państwa. Kiedy więc po agresji na Ukrainę państwowe symbole zniknęły z międzynarodowych aren, nie był to przypadkowy dodatek do sankcji. To właśnie było ich istotą.
Dlatego fotografia z Xi’an jest tak interesująca.
Rosyjski łyżwiarz wrócił na międzynarodowe zawody bez flagi. Wygrał. Stanął na najwyższym stopniu podium. A chwilę później jego konkurenci sami schowali swoje flagi, żeby nie poczuł się wykluczony.
Być może właśnie na tym polega największy sukces rosyjskiego sportowego soft power ostatnich lat.
Nie na tym, że rosyjska flaga wróciła na podium.
Na tym, że inni byli gotowi zdjąć własne.
dr Maciej Saskowski – adiunkt w Instytucie Nauk o Informacji UKEN w Krakowie. Badacz związków sportu i polityki, w szczególności sportowego soft power, dyplomacji sportowej i polityki prestiżu. Autor rozprawy doktorskiej oraz publikacji naukowych poświęconych wykorzystaniu sportu w budowaniu wizerunku państw.

