Po raz pierwszy lekkoatletyczne mistrzostwa świata odbędą się w Afryce. W 2029 roku najlepszych lekkoatletów globu przyjmie Nairobi. Sama historyczność tej decyzji wystarczyłaby zapewne do napisania kilku tekstów o otwieraniu się światowego sportu na kontynent, który przez dziesięciolecia dostarczał mu mistrzów, ale znacznie rzadziej otrzymywał możliwość organizowania jego najważniejszych wydarzeń. W przypadku Kenii ciekawsze jest jednak inne pytanie: czy państwo, które od dawna jest lekkoatletyczną potęgą, potrafi wreszcie zamienić sportowe sukcesy na coś więcej niż medale?
Zwykle państwa wykorzystują wielkie imprezy sportowe, żeby stworzyć określone skojarzenie. Katar potrzebował mundialu między innymi po to, aby wpisać się na globalną mapę sportu. Kenia ma problem dokładnie odwrotny. Jej marka sportowa jest prawdopodobnie znacznie silniejsza niż marka państwa jako centrum gospodarczego, politycznego czy organizacyjnego.
Nie trzeba nikogo przekonywać, że Kenia jest krajem lekkoatletyki. Według danych World Athletics zainteresowanie tą dyscypliną deklaruje 68%. Kenijczyków przy globalnej średniej wynoszącej 39%. Kenia jest drugim najbardziej utytułowanym państwem w historii mistrzostw świata, a w Pekinie w 2015 roku jako pierwszy kraj afrykański wygrała klasyfikację medalową. Nairobi nie jest też organizacyjnym debiutantem: gościło mistrzostwa świata U18 w 2017 i U20 w 2021 roku, a Kip Keino Classic jest częścią World Athletics Continental Tour Gold.
Dlatego w 2029 roku Kenia nie będzie próbowała udowodnić światu, że należy do lekkoatletycznej elity. Będzie próbowała udowodnić, że lekkoatletyczna elita może przyjechać do Kenii.
To istotna różnica.
Nie tylko medale
Przez dziesięciolecia afrykańscy sportowcy dostarczali największym imprezom bohaterów, rekordów i niezwykłych historii, podczas gdy same wydarzenia organizowano przede wszystkim w Europie, Azji i Ameryce Północnej. Teraz jeden z krajów najbardziej odpowiedzialnych za globalny sukces lekkoatletyki stanie się gospodarzem jej najważniejszej imprezy. Sebastian Coe, ogłaszając decyzję, mówił o możliwości przyspieszenia rozwoju lekkoatletyki nie tylko w Kenii, ale w całej Afryce.
I tutaj Nairobi 2029 wpisuje się w znacznie większą historię.
Afryka miała już swoje momenty, w których sport miał potwierdzić jej rosnące znaczenie. Mundial w Republice Południowej Afryki w 2010 roku był demonstracją, że kontynent jest zdolny do organizacji wielkiej imprezy sportowej. W 2026 roku Dakar będzie gospodarzem młodzieżowych igrzysk olimpijskich – pierwszej imprezy organizowanej przez MKOl w Afryce. Cztery lata później Maroko wraz z Hiszpanią i Portugalią zorganizuje piłkarskie mistrzostwa świata.
Kenia jest jednak przypadkiem szczególnym. Nie pożycza sobie sportu na kilka tygodni. Buduje wielką imprezę wokół zasobu, który posiada od dziesięcioleci.
To dlatego Nairobi 2029 może być czymś więcej niż ćwiczeniem ze sportowej dyplomacji. Może stać się próbą przekształcenia kapitału sportowego w polityczny, gospodarczy i wizerunkowy.
Sport narzędziem kenijskiej dyplomacji
Co ważne, nie jest to wyłącznie interpretacja zewnętrznego obserwatora. Dyplomacja sportowa została wprost wpisana do kenijskiej polityki zagranicznej. Państwo chce wykorzystywać sukcesy sportowe do wzmacniania marki narodowej i relacji międzynarodowych, traktować swoich mistrzów jako ambasadorów, przyciągać imprezy oraz budować wizerunek Kenii jako atrakcyjnego miejsca dla sportu. Sport staje się więc świadomie wykorzystywanym zasobem soft power.
Jeszcze wyraźniej mówił o tym w maju 2026 roku prezydent William Ruto. Jego zdaniem sport nie jest już wyłącznie rywalizacją. To infrastruktura, inwestycje, kultura, dyplomacja, technologia, turystyka i miejsca pracy. Za tym wyliczeniem kryje się bardzo interesująca diagnoza: Afryka produkuje ogromną część światowego talentu sportowego, ale zatrzymuje u siebie zbyt małą część ekonomicznej wartości, którą ten talent wytwarza.
Innymi słowy, Kenia chciałaby przestać być jedynie eksporterem biegaczy. Chce stać się także producentem globalnego sportu.
Regionalne ambicje
Nairobi nadaje się do takiej opowieści szczególnie dobrze. Miasto już jest jednym z najważniejszych centrów dyplomatycznych, biznesowych i organizacyjnych Afryki Wschodniej. Ambicja wykracza więc poza utrwalony obraz kraju maratończyków i safari. Chodzi o pokazanie Nairobi jako afrykańskiego hubu zdolnego przyciągać wydarzenia, inwestycje, turystów i międzynarodowe instytucje.
Do tego zaczyna powstawać cała sekwencja sportowych wydarzeń. W 2027 roku Kenia wraz z Ugandą i Tanzanią będzie gospodarzem Pucharu Narodów Afryki. Dwa lata później światowa lekkoatletyka przyjedzie do Nairobi. Równolegle powstają i modernizowane są stadiony, obiekty treningowe, infrastruktura hotelowa, komercyjna i medialna. Jeśli te elementy zostaną połączone, 2029 rok może okazać się nie jednorazowym świętem, lecz kolejnym etapem budowania regionalnej roli państwa.
Jest jednak rysa na tym niemal idealnym obrazie. I znajduje się dokładnie tam, gdzie Kenia chciałaby znaleźć swoje największe źródło soft power.
To doping.
Jak wykorzystać mistrzostwa?
Problem jest na tyle poważny, że od lat angażuje Athletics Integrity Unit i World Athletics. Kenijski rząd zobowiązał się do przeznaczania dodatkowych pięciu milionów dolarów rocznie na programy antydopingowe. Dla państwa, które chce uczynić ze swoich sportowców ambasadorów narodowej marki, każda kolejna dyskwalifikacja uderza nie tylko w wynik zawodnika, lecz także w wiarygodność całej opowieści.
Dlatego mistrzostwa w 2029 roku będą dla Kenii czymś więcej niż okazją do promocji. Będą również testem wiarygodności. Państwo chce wykorzystać największy symbol swojego soft power – lekkoatletykę – ale właśnie w nim znajduje się jedna z największych rys na jego międzynarodowym wizerunku.
Być może dlatego przypadek Kenii okaże się ważniejszy niż kolejne efektowne otwarcie stadionu czy ceremonia z udziałem głów państw. Prawdziwym sukcesem Nairobi 2029 nie będzie przecież samo sprawne przeprowadzenie mistrzostw. Będzie nim sytuacja, w której kilka lat później sport nadal będzie przyciągał do Kenii inwestycje, turystów i kolejne wydarzenia, a Nairobi umocni swoją pozycję regionalnego centrum.
Przez pół wieku Kenia wysyłała swoich biegaczy na stadiony całego świata. W 2029 roku lekkoatletyczny świat przyjedzie do Kenii.
Dopiero wtedy okaże się, czy kraj potrafi zamienić medale na coś trwalszego: prestiż, wpływ i rolę, która wykracza daleko poza bieżnię.
dr Maciej Saskowski – adiunkt w Instytucie Nauk o Informacji UKEN w Krakowie. Badacz związków sportu i polityki, w szczególności sportowego soft power, dyplomacji sportowej i polityki prestiżu. Autor rozprawy doktorskiej oraz publikacji naukowych poświęconych wykorzystaniu sportu w budowaniu wizerunku państw.

