Barcelona kontra Madryt – rywalizacja o kibiców F1 i o polityczne wpływy między organizatorami wyścigów

Fot. Unsplash.com
F1

W ostatnich latach Formuła 1 stała się strefą rywalizacji na tle politycznym. Uczestniczą w niej zarówno aktualni państwowi i niepaństwowi gospodarze, jak również podmioty dążące do organizacji zawodów królowej motorsportu na swoim terytorium. Wszyscy dostrzegają możliwości polityczne i gospodarcze jakie daje posiadanie imprezy sportowej takiego formatu. To sprawia, że Formuła 1 coraz częściej staje się kartą przetargową w relacjach międzynarodowych i międzyregionalnych.

Świat Formuły 1 (F1) nie skupia się wyłącznie na rozproszonych po całym świecie wyścigach. W ostatnich latach stało się jasne, iż oprócz rywalizacji sportowej na najwyższym poziomie szybkości i precyzji, w kuluarach, poza polem widzenia przeciętnego kibica toczą się skomplikowane rozgrywki pomiędzy włodarzami F1, a organizatorami wyścigów. Często dotyczą one spraw z pozoru powierzchownych, jak np. możliwość implementacji własnej lokalności do globalnej imprezy sportowej, jaką jest Grand Prix F1. Jednak przede wszystkim są związane ze swoistą walką o uwagę kibiców oraz kierowców – w skrócie – o miejsce w kalendarzu kolejnego sezonu F1.

Pomimo konieczności spełnienia szeregu warunków i klauzul, taka impreza przyciąga uwagę. Z jednej strony kibiców i turystów, a z drugiej decydentów politycznych w regionie i na świecie. Umiejętność przygotowania i koordynacji tak złożonego wydarzenia wpływa na postrzeganie organizatora na arenie międzynarodowej. Wiele uwagi poświęca się państwu-gospodarzowi, a jego sukces w zorganizowaniu Grand Prix F1 może przysporzyć mu potencjalnych partnerów gospodarczych i politycznych.

Nie wszystko jest sportswashingiem

Działania państw nie pozostają bez drugiego dna, gdyż organizacja wyścigów F1 jest skrzętnie wykorzystywana, aby włodarze niektórych państw mogli uprawiać tzw. sportswashing, czyli instrumentalne organizowanie wielkich imprez sportowych, mających przykryć niewygodne dla władz państwa elementy prowadzonych przezeń polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Zdarza się również, że posiadanie Grand Prix F1 na swoim terytorium staje się przedmiotem współrywalizacji albo czystej rywalizacji o wpływy pomiędzy państwami regionu, czy nawet w obrębie jednego państwa. Naturalnie na te wszystkie działania mogą sobie pozwolić państwa z dość zasobnym budżetem i to właśnie te państwa, jak się przewiduje, mogą zdominować kolejne sezony F1. Koniec końców bowiem, wiele decyzji na temat tego z jakim torem zostanie podpisany kontrakt na organizowanie Grand Prix F1 opiera się na tym jaka oferta zostanie złożona włodarzom tej dyscypliny oraz czy będzie ona obustronnie opłacalna. Wszystkie te elementy wpływają na długość zakontraktowania danego obiektu oraz na zmiany zachodzące w kolejnych kalendarzach F1.

Warto w tym miejscu doprecyzować, iż nie w każdym przypadku działania organizatorów muszą prowadzić do rozwijania przez nich sportswashingu. Walka o kibica i uwagę królowej motorsportu rozgrywa się na wielu płaszczyznach, które mogą się nawzajem przenikać. Tymi, które da się orientacyjnie wydzielić są poziomy rywalizacji: w regionie (polityczna, najczęściej pomiędzy sąsiadami); wewnątrzpaństwowa; o tytulaturę (nazewnictwo danego Grand Prix); o miejsce w kalendarzu (w tym o utrzymanie albo o powrót do F1); o zwiększenie wpływów (regionalnie i globalnie) oraz szeroko rozumiany sportswashing.

Bliski Wschód

Regionem, w którym szczególnie widać wzrost zainteresowania F1 jest Półwysep Arabski. Obecna tam współrywalizacja, również w sferze rozwijania infrastruktury turystycznej i sportowej, sprawiła, iż do obecnych w tym sporcie od wielu lat Bahrajnu (od 2004 r.) i Abu Dhabi (od 2009 r.) w 2021 r. dołączyły Katar i Arabia Saudyjska. Ten pierwszy widząc opłacalność takiego wydarzenia wykorzystał własne petrodolary oraz tor Lusail wraz z całą infrastrukturą, goszczący wcześniej serię Moto GP, aby zwrócić uwagę świata królowej motorsportu.

Tym samym Doha zainicjowała wieloletni plan wielkich imprez sportowych na lata 2021–2032, uwzględniając podpisany na ten okres 10-letni kontrakt z F1, wyłączając rok 2022, w którym zorganizowano mundial. Można powiedzieć, iż to działanie zakończyło się sukcesem, ponieważ przykryte zostały kontrowersje związane z organizacją mistrzostw świata w piłce nożnej oraz kryzys dyplomatyczny pomiędzy Katarem, a państwami regionu, który utrzymywał się w latach 2017–2021 i który groził międzynarodową izolacją Dohy. Nie obyło się jednak bez kontrowersji. W sezonie 2023 wielu kierowców odczuwało ciągły dyskomfort podczas ścigania z uwagi na wysokie temperatury.

Najnowocześniejszy tor świata

Arabia Saudyjska z kolei, wykorzystując wpływy koncernu Aramco w F1, na ulicach miasta Dżuddy zbudowała najszybszy tor uliczny na świecie, gdzie na stosunkowo wąskich ulicach bolidy osiągają średnią prędkość na poziomie 252 km/h. Jednocześnie tor znajduje się blisko religijnej stolicy muzułmanów, czyli Mekki. Jednak już od 2028 r. ma on zostać zastąpiony przez nowoczesny obiekt stały, z rampą o wysokości ok. 108 m. Ma on mieścić się w powstającym od podstawna pustyni mieście Qiddiya, zaawansowanym pod względem urbanistycznym i turystycznym.

Cały projekt z siecią ulic, mieszkaniami, obiektami rozrywki masowej i torem F1 wpisuje się w wieloletni plan Rijadu na zdywersyfikowanie źródeł przychodu pod nazwą Saudi Vision 2030. Wątpliwości wokół rozgrywania tych zawodów także wynikały z zawirowań politycznych. W sezonie 2022 podczas treningów kierowcy i kibice widzieli dym z pobliskiego magazynu broni, zaatakowanego wówczas przez bojówki Huti.

Daleki Wschód

Nie zawsze Bliski Wschód dominował w kalendarzach F1. Ostatni sezon Roberta Kubicy przed pamiętnym Ronde di Andorra, czyli rokiem 2010, był przepełniony GP w państwach Azji Dalekowschodniej i ASEANu. Wówczas kierowcy ścigali się na torach w Japonii, Chinach, Singapurze, Malezji i Korei Południowej. W kolejnym roku na trzy sezony dołączyły też Indie.

Do aktualnego sezonu przetrwały tylko trzej pierwsi gospodarze z tego zestawienia. Powodem takiego obrotu spraw były niewystarczające zasoby finansowe organizatorów oraz spadająca liczba widzów na trybunach. Pierwszy scenariusz miał miejsce w przypadku Indii i Korei, natomiast połączenie obu zaszło na torze Sepang w Malezji, gdzie spadająca z roku na rok oglądalność sprawiła, iż w ostatnim jak dotąd wyścigu na tym torze, rozegranym w 2017 r., publiczność liczyła ok. 45 tys. widzów, na 130 tys. pełnej pojemności trybun. W tym kontekście nie pomogły umowy sponsorskie z firmą Petronas, dla której był to domowy wyścig i która ze względów wizerunkowych nie mogła pozwolić sobie na niewystarczającą liczbę kibiców.

Pewnym utrudnieniem była również swoista klęska urodzaju Grand Prix F1 jaka w tym czasie dominowała w regionie. W Azji najliczniejsze grupy fanów tego sportu znajdują się w Japonii, Chinach i Singapurze. Ich wybór naturalnie zazwyczaj padał na lokalne wyścigi, wykluczając konieczność podróży za granicę, co skutecznie ograniczało liczbę widzów na pozostałych obiektach.

Bardzo często polityka państwa ma ogromny wpływ na funkcjonowanie struktur bezpośrednio zaangażowanych w przygotowanie wyścigów. Przykładem może być sytuacja z bieżącego roku z Indii, gdzie tamtejszy rząd oficjalnie uznał związek motorowy za związek sportowy. Dotychczas bowiem pod względem prawnym funkcjonował on jako nieformalne zgromadzenie, co utrudniało starania o dofinansowanie organizacji kolejnych wyścigów. Obecna korekta sytuacji prawnej, mimo iż drobna, wskazuje na fakt, iż Indie są jawnie zainteresowane powrotem do kalendarza F1 w niedalekiej przyszłości.

Tor na wynajem

Z drugiej strony działania władz mogą pozwolić na tymczasowy powrót toru do kalendarza. W wyniku zawirowań politycznych na Bliskim Wschodzie i w Zatoce Perskiej, Grand Prix Bahrajnu i Grand Prix Arabii Saudyjskiej zostały odwołane. Natomiast pod koniec lipca bieżącego roku potwierdzono, iż wyścig o Grand Prix Bahrajnu zostanie rozegrany na obiekcie Sepang w Kuala Lumpur od 2 do 4 października, pomiędzy zawodami w Baku a Singapurem, ku uciesze wielu fanów pierwszego Tilkedromu.

Wciąż aktywne są plotki o możliwym jednorazowym powrocie Imoli do kalendarza w miejsce toru Yas Marina w Abu Dhabi. Takie niecodzienne połączenia wynikają ze stosunkowo prostego równania. Gospodarz, który wykłada pieniądze na organizację wyścigu ma możliwość finansowania zawodów także na obcym obiekcie, zgodnym z wymaganiami FIA, przy jednoczesnym zachowaniu tytułu swojego domowego wyścigu. Stąd Grand Prix Bahrajnu będzie mogło zostać rozegrane w Malezji pod nazwą właściwego gospodarza. Decyzja na temat Kataru i Zjednoczonych Emiratów Arabskich mają zostać podjęte we wrześniu.

Gospodarz a tytulatura

Nie jest to pierwszy przypadek w historii, kiedy tor znajduje się poza docelowym terytorium. Swego czasu Grand Prix Szwajcarii 1982 rozegrano na torze Dijon-Prenois we Francji. Wynikało to z obowiązujących wówczas w dawnym państwie Helwetów przepisów, dotyczących zakazu organizowania wyścigów torowych po tragedii wyścigu 24h Le Mans 1955.

Innym przykładem jest Luksemburg, który również dofinansował zawody na zagranicznym dla siebie torze, konkretniej na niemieckim Nürburgringu. W sezonach 1997 i 1998 rozegrano tam dwa zawody pod nazwą Grand Prix Luksemburga. Podejmujących tę decyzję zainspirowała fala popularności Michaela Schumachera. Mimo to nigdy on tego wyścigu nie wygrał.

Zupełnym przeciwieństwem były zawody o Grand Prix Pacyfiku, rozgrywane na japońskim torze Aida w 1994 r. i 1995 r., z których oba padły łupem Schumachera. W tym przypadku w nazewnictwie można doszukiwać się aspiracji politycznych Japonii, podobnie jak zrobił to Azerbejdżan w 2016 r. z GP Europy, albo po prostu próby zaspokojenia potrzeb kibiców, jako że wciąż tradycje motorsportowe i formułowe są tam bardzo silne. Drugie zawody w Japonii z pewnością były w stanie sprostać oczekiwaniom mieszkańców.

Nazwa ma znaczenie

Podobnymi przykładami wprowadzania lokalnej tytulatury do zmagań przeprowadzanych na różnych obiektach w obrębie tego samego państwa są Grand Prix Toskanii (na torze Mugello) i Grand Prix Emilii-Romagni (na torze Imola) we Włoszech z sezonu 2020, kiedy to w tym państwie rozegrano łącznie trzy rundy (Grand Prix Włoch rozegrano tradycyjnie na legendarnej Monzie).

Dążenie poszczególnych organizatorów do posiadania określonego tytułu Grand Prix rozgrywanego na ich własnej ziemi było obecne w tym sporcie od wielu lat. Jeszcze przed oficjalnym ustanowieniem F1 w 1950 r. prestiżowym tytułem było Grand Prix Europy. W historii nowożytnej nie wykorzystywano tego tytułu instrumentalnie, a pewnego rodzaju wyjątkiem może być pierwsza runda wyścigów zorganizowana na ulicach Baku. W 2016 r. rozegrano tam ostatnie jak dotąd Grand Prix Europy. Od następnego sezonu przyznawano tej rundzie tytuł Grand Prix Azerbejdżanu.

Stary Kontynent

Spadające zainteresowanie to utrudnienie dla organizatorów, które cyklicznie dotykało poszczególne rundy, również te obecne w sporcie od wielu sezonów. Proces ten był najłatwiej dostrzegalny w Europie, zwłaszcza na obiektach w Niemczech (tor Hockenheimring i nitka GP Strecke na torze Nürburgring) oraz we Francji (tor Paul Ricard). Przykładowym sposobem na przyciągnięcie kibiców była decyzja włodarzy Grand Prix Niemiec 2014. Ustalili, że koszt biletu spadnie o 11€ za każdą bramkę, którą Niemcy strzelą Brazylii w półfinale mistrzostw świata. Nikt nie przewidywał, iż goście strzelą aż 7 goli, ale organizatorzy dotrzymali słowa.

Z uwagi na większą opłacalność organizowania Grand Prix poza Starym Kontynentem oraz wzrost liczby potencjalnych gospodarzy niedawno wprowadzono przepis umożliwiający przeprowadzanie rund rotacyjnych, którymi w większości będą te europejskie. Zgodnie z tymi założeniami, niektóre zawody będą organizowane co dwa lata. Oczywiście nie wszyscy się na to zgadzają, czego przykładem jest Grand Prix Holandii, którego włodarze, mimo zainwestowania dużych środków, aby w 2021 r. po wielu latach powrócić do kalendarza, ostatecznie wycofują się z F1 po sezonie 2026.

Barcelona kontra Madryt

Tak wielkie wydarzenie sportowe jak wyścig F1 jest okazją do zaprezentowania aspiracji politycznych gospodarzy. Tutaj, ciekawym przykładem rywalizacji o kierowców i kibiców jest Hiszpania. Paradoksalnie, od wielu lat zawody w ramach Grand Prix tego państwa rozgrywano na torze Catalunya, niedaleko Barcelony. Jednakże w ostatnich latach znacznie wzrosła częstotliwość eksponowania elementów związanych z lokalnym separatyzmem.

Kwestią szczególnie budzącą kontrowersje było odgrywanie hymnów przed zmaganiami kierowców. Zdarzały się rundy, w których hymn Hiszpanii (Marcha Real) był odgrywany krócej niż kataloński Els Segadors, a czasami nawet całkowicie go pomijano. Co więcej, bardzo często na masztach nad trybunami umieszczano flagi katalońskie zamiast hiszpańskich, a i same służby porządkowe pozwalały kibicom na wchodzenie na widownię z flagami Estelada oraz z transparentami noszącymi hasła wzywające do niepodległości Katalonii.

Nagrody dla najlepszej trójki zazwyczaj wręczali nie członkowie rodziny królewskiej czy przedstawiciele rządu w Madrycie, ale lokalni politycy i ministrowie. Głównym powodem tych zjawisk było źródło finansowania całego przedsięwzięcia. Największe dotacje na ten cel płynęły od zawsze bezpośrednio z rządu katalońskiego. Za pomocą takiego wydarzenia mógł on prowadzić własną dyplomację sportową, stale podkreślać odrębność Katalonii od Hiszpanii właściwej, a też promować własną lokalność (za jeden z przejawów tego procesu można postrzegać mianowanie Roberta Lewandowskiego, jako ówczesnego piłkarza FC Barcelony, na chorążego flagi w szachownicę podczas wyścigu w sezonie 2025).

Dwa Grand Prix, dwie polityczna narracje

W tym kontekście intrygującym wydaje się fakt, iż w bieżącym sezonie ma pojawić się budowany od podstaw nowy obiekt uliczny w Madrycie, którego zawody już przejęły prestiżowy tytuł Grand Prix Hiszpanii. Jednak to działanie jest w pewnym sensie mieczem obosiecznym dla wizerunku stolicy. Z jednej strony zarezerwowanie prestiżowego tytułu zawierającego całe państwo podkreśla pozycję uprzywilejowaną Madrytu. Z drugiej strony przemianowanie tegorocznych zmagań na klasycznym obiekcie na Grand Prix Barcelony-Katalonii dało lokalnym władzom pełną swobodę działania podczas organizacji oraz możliwość eksponowania swojej odrębności w stosunku do interioru.

W tym działaniu można doszukiwać się chęci zwiększenia wpływów przez Madryt, który pragnie klarownego zachowania spójności pomiędzy Hiszpanią, a Katalonią.

Zachodnia Hemisfera

W Ameryce Łacińskiej także doszło do subtelnych, choć znaczących korekt. W okolicach lat 2019–2021 równolegle do siebie toczyły się dwa procesy, jeden w Meksyku, drugi w Brazylii. Powodem był ciężar dofinansowania zawodów, który w poprzednich latach w dużej mierze spadał na instytucje regionalne oraz urzędników miast goszczących królową motorsportu. Władze Miasta Meksyk porozumiały się z organami państwowymi i wynegocjowały inne nazewnictwo Grand Prix w Meksyku, nadając im tytuł zawodów rozgrywanych w stolicy, a nie w państwie. Dla porównania, w Brazylii ostatecznie doprowadzono do podobnej zmiany, na Grand Prix São Paulo.

Organizacja wyścigów F1 przyczynia się do zwiększenia zainteresowania się państwem-gospodarzem przez zagraniczne podmioty polityczne i gospodarcze. Jest to też doskonała przestrzeń na zwiększenie swoich wpływów oraz pozytywnej percepcji przez środowisko międzynarodowe. Z tych względów można zaobserwować coraz większą obecność F1 w Stanach Zjednoczonych (USA).

W przeszłości zdarzały się przypadki, kiedy to wyścigi inaugurujący i kończący sezon rozgrywano w USA (sezon 1981). Po okresie posuchy i pojedynczych zawodów, w ostatnich latach można zaobserwować renesans bliskich relacji pomiędzy F1 a Waszyngtonem. Koronnym powodem są obopólne i wymierne korzyści. Dla organizatora to możliwość zaprezentowania się szerokiemu gronu odbiorców na całym świecie oraz eksportowania własnej kultury.

Dla F1 to szansa na przejęcie kibiców lokalnych serii wyścigowych, a więc NASCAR oraz IndyCar i zdominowanie sfery motorsportowej. Przez wiele lat, jedynym obiektem, na którym rozgrywano Grand Prix Stanów Zjednoczonych było teksańskie Circuit of The Americas (COTA) w Austin, od 2012 r. W 2022 r. do kalendarza dołączyło Miami, a rok później obiekt biegnący najważniejszymi ulicami Las Vegas, na którym zawody są w pełni finansowane i organizowane przez Liberty Media. Obecnie USA posiadają najwięcej torów w kalendarzu F1 ze wszystkich państw-gospodarzy, a w kuluarach mówi się o wprowadzaniu nowych torów ulicznych. Dotychczasowe pogłoski na najpoważniejszych kandydatów wskazywały Chicago, Nowy Jork czy Waszyngton.

Lata niepewności

Czasami zdarza się i tak, że zdarzenia losowe wpływają na sytuację organizatorów i dają im szansę na ugoszczenie F1 u siebie. W latach 2020–2021 świat był pochłonięty przez pandemię koronawirusa, która dotknęła również królową motorsportu. W sezonie 2020 kalendarz był tworzony na bieżąco, spontanicznie, w zależności od możliwości państw. Celem było osiągnięcie minimum 17 zawodów, aby móc przyznać tytuły mistrza świata i mistrza konstruktorów za ten sezon.

Z uwagi na wysoką liczbę zarażonych w pojedynczych państwach albo w celach prewencyjnych wiele rund zostało wykluczonych. W tym gronie znalazły się m. in. Chiny, Brazylia, Monako i Meksyk. Ta sytuacja dała jednak przepustkę niektórym obiektom na powrót do kalendarza po wielu latach. Taki scenariusz zrealizował się na włoskiej Imoli (po tym wydarzeniu, wyścigi Grand Prix Emilii-Romagni rozgrywano na niej w latach 2020 – 2025 z wyjątkiem roku 2023,kiedy to organizacji przeszkodziła powódź), ale i na torze Istanbul Park w Turcji oraz na Autódromo Internacional do Algarve w portugalskim Portimão. W przeszłości na tych obiektach organizowano wyścigi F1, na tureckim do 2011r., a na portugalskim do połowy lat 90. XX w. Sukcesy w przygotowaniu imprez sportowych na obu torach w sezonach 2020 i 2021 przyczyniły się do niedawnego podpisania kontraktów: z Turcją na 5 lat od 2027 i z Portugalią na sezony 2027 i 2028.

W tym samym, pamiętnym sezonie 2020 doszło do zjawiska, w którym te same tory gościły dwa wyścigi. Było to możliwe m. in. z uwagi na konieczność przeprowadzenia 17 rund w sezonie, ale też dzięki zmianie tytulatury. W związku z tym na alpejskim Red Bull Ringu, oprócz inaugurującego Grand Prix Austrii przeprowadzono Grand Prix Styrii. W Wielkiej Brytanii, na torze Silverstone drugim wydarzeniem był wyścig 70-lecia F1. Z kolei na docelowo używanym obiekcie w Bahrajnie wykorzystano zewnętrzną nitkę „owalu”, aby przeprowadzić dodatkowy wyścig – o Grand Prix Sakhiru.

Walka o wpływy i obecność królowej motorsportu

Rywalizacja o uwagę motorsportowego świata odbywa się nie tylko w gronie aktualnych gospodarzy. Rynkiem, który F1 bardzo chciałaby eksploatować, jak mówi sam szef Stefano Domenicalli, jest Afryka. Ostatnie Grand Prix na tym kontynencie rozegrano na torze Kyalami w Republice Południowej Afryki (RPA) w 1993 r. W chwili obecnej temat jest wciąż aktywnie podejmowany, zwłaszcza przez siedmiokrotnego mistrza świata Lewisa Hamiltona. Swoje kandydatury do organizowania wyścigu F1 zgłosiły już Nigeria, Maroko (będące tylko w jednym kalendarzu w latach 50.) oraz RPA. Jednakże, na czoło w rozmowach, uwzględniając jednocześnie aspekty marketingowe i polityczne, wysuwa się Rwanda.

Jej przedstawiciele prowadzili szeroko zakrojone negocjacje z włodarzami F1, którzy w odpowiedzi podali do publicznej wiadomości, iż to właśnie Kraina Tysiąca Wzgórz prezentuje się obecnie jako optymalny kandydat, posiadający obecnie najlepszy plan. I to mimo braku wybudowanego odpowiedniego obiektu na swoim terytorium, spełniającego normy FIA.

Afrykańskie podziały

Owocem zacieśniających się relacji pomiędzy F1, a Rwandą, było zorganizowanie gali wręczenia nagród FIA w Kigali, która wieńczyła sezon 2024 r., nie tylko w F1, ale i w innych klasach i seriach wyścigowych. Drugim była wizyta czterokrotnego mistrza świata Maxa Verstappena w stolicy państwa i spotkanie z przedstawicielami tamtejszej federacji motorsportowej, także w 2024 roku.

Mimo tych wydarzeń, kandydaturze Rwandy zdecydowanie przeciwstawiają się RPA oraz Demokratyczna Republika Konga. Głównymi argumentami tej strony są konflikt w prowincji Goma, kontrowersje wokół działającej tam grupy M23 oraz zamachy w Johannesburgu na przedstawicieli rwandyjskiej opozycji, którego przedstawiciele obecnej władzy w Kigali dokonali na początku drugiej dekady XXI wieku.

Zamiast tego, Kinszasa popiera kandydaturę RPA. Jednak z powodu braku środków finansowych dostatecznie wysokich do zorganizowania takiej imprezy (przede wszystkim służących modernizacji obiektu Kyalami) przedstawiciele władzy lokalnej potwierdzili, że póki co nie są w stanie należycie się przygotować. Sprawa rozstrzygnięcia komu przypadnie godne miano organizatora pierwszego od lat Grand Prix Afryki w F1 pozostaje w toku.

Podsumowanie

Rywalizacja w F1 przejawia się w sferach zarówno sportowej, jak i politycznej. Była ona obecna również w przeszłości, w wielu innych dyscyplinach sportowych. Jednak z uwagi na rosnącą popularność królowej motorsportu w ujęciu globalnym istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, iż w przyszłości możemy być świadkami zaognienia się sportswashingu, współrywalizacji oraz walki organizatorów o wpływy.

Ten ostatni przypadek może przybrać najpoważniejszy wymiar, w miejscach, gdzie Grand Prix F1 jeszcze nie było. Z kolei relacje pomiędzy Barceloną, a Madrytem wskazują, iż co zasobniejsze regiony będą mogły walczyć o posiadanie wyścigu F1 w obrębie jednego państwa. Natomiast wieńcząc kwestią sportswashingu warto przywołać najaktualniejsze dane. Biorąc pod uwagę Indeks PIDS 2026, w zestawieniu 30 państw najaktywniej wykorzystujących sport do rozwijania swojej polityki wewnętrznej i międzynarodowej, 20 z nich posiada bądź w niedalekiej przeszłości posiadało swoje własne Grand Prix F1 w XXI wieku.

Wiktor Trzecina – student II stopnia Stosunków Międzynarodowych na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz absolwent tegoż kierunku I stopnia. Twórca audycji oraz redaktor w radiu UJOT FM. Przewodniczący Koła Naukowego Myśli Geopolitycznej UJ oraz Sekcji Bałkańskiej w ramach Koła Studentów Stosunków Międzynarodowych UJ. Przewodniczący komitetu organizacyjnego XV Festiwalu Dyplomatycznego: Oblicza Dyplomacji w 2024 r., w ramach którego przygotował swój pierwszy referat oraz artykuł poświęcony przejawom polityki w Formule 1. Jego debiutem naukowym był współautorski raport Polityka Zagraniczna Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych Ameryki wobec Sahary Zachodniej w 2023 r. Zainteresowania naukowe autora obejmują Bałkany, Amerykę Łacińską, Maghreb, Afrykę Subsaharyjską, Oceanię i Kaukaz pod względem geograficznym oraz soft power, sportswashing, niezachodnie teorie stosunków międzynarodowych, regionalizm oraz bezpieczeństwo międzynarodowe pod względem tematycznym.